Warsztaty 2017

W tym roku trzy grupy wzięły udział w warsztatach „Czułość i Moc” będących pierwszym etapem cyklu „Męska Ścieżka”. Łącznie prawie 50 osób. Każdy z warsztatów był dla nas dużym i zawsze innym przeżyciem. I każdy z uczestników był istotnym członkiem grupy. Kiedy w niedzielę na zakończenie dzielimy się swoimi refleksjami, często pojawiają się wzajemne podziękowania za obecność, uważność, otwartość. To właśnie buduje atmosferę wsparcia i męskiego braterstwa, w której możemy zagłębiać się w siebie. Mam głębokie poczucie, że ten rodzaj kontaktu w męskiej grupie jest czymś wyjątkowym i bardzo potrzebnym. I daje nadzieję na wniesienie jakiejś jego części do codziennego życia. Bo przecież temu właśnie służą wszelkie warsztaty rozwojowe.

Do zobaczenia na kolejnym etapie podróży – „Odwaga bycia sobą” – już w styczniu!

Reklamy

Cisza

 

Chwile ciszy, czas, kiedy jestem sam ze sobą, bez rozmów, telefonów, załatwiania spraw. Od dawna czułem, że to są te momenty w życiu, które dają mi spokój i siłę. Od kilku lat sięgam po nie świadomie, tworzę okazje, by spędzić czas zupełnie sam w bliskim kontakcie z naturą. Zaszywam się nad Rzeką, w miejscu, gdzie poza przypadkowym wędkarzem raczej nikogo nie spotkam. Albo, tak jak w tym roku, idę w góry.

Początkowo było to trudne doświadczenie. Umysł przyzwyczajony do aktywności, czytania, rozmyślania, szuka okazji do działania. A tymczasem tu nie ma nic do zrobienia. Tylko proste czynności – coś zjeść, potem sprzątnąć, wyciągnąć się na trawie. Odpuścić.

Kilka dni temu poszedłem w góry. Zabrałem jedzenie i wodę oraz hamak. Kolega, który mi go polecił mówił, że lepszy jest od namiotu, bo nie odcina od natury. Miał w pełni rację. Kiedy wieczorem kładłem się w nim do snu, widziałem nad sobą liście drzew, a pomiędzy nimi niebo.  Czułem się częścią tego lasu z jego zapachami i dźwiękami.

Podczas takiej wędrówki z każdym dniem czas zwalnia; mało potrzeb, mało do zrobienia. Rano zwinąć hamak, zjeść proste śniadanie, wylegiwać się z widokiem po horyzont. Potem ruszyć w drogę, nie za daleką, tak by kiedy tylko przyjdzie ochota zdjąć buty i znów wyciągnąć się na jakiejś polanie. Wieczorem małe ognisko i patrzenie aż słońce zajdzie za górami.

Taki czas jest dla mnie rodzajem medytacji. Sam na sam ze swoimi myślami, uczuciami. Początkowe lęki związane z różnymi odgłosami lasu rozpuszczają się. Wyobrażenie o tym czego potrzebuję, by się czuć dobrze ulega zmianie. Ile wody potrzeba na cztery dni? Ile chleba? Jak najmniej, bo wszystko niosę na plecach. Można żyć bez czytania? No właśnie, patrząc na góry nawet nie myślę o książce.

I tak z każdym dniem czuję się coraz bardziej przyjęty, mam świadomość, że tu pośród natury jestem na miejscu. Ta cisza, która jest wokół staje się moją wewnętrzną ciszą. I w pewnej chwili zdaję sobie sprawę, że czując się bezpiecznie w kontakcie z naturą, bezpieczniej czuję się w swoim życiu. Jestem pełen wdzięczności za to przeżycie. Do następnego razu.

A załączone zdjęcie to widok, jaki miałem nad sobą leżąc w moim hamaku jednego dnia.

O męskim stresie

Niedawno natknąłem się na książkę amerykańskiej lekarki, Georgii Witkin, pod tytułem „Stres męski”. Sporo informacji o przyczynach, objawach i konsekwencjach stresu. Ciekawe też było dla mnie zobaczenie jak inaczej mężczyźni reagują na stres w stosunku do kobiet. To co jednak najbardziej mnie poruszyło dotyczy silnej tendencji w nas mężczyznach, do niezauważania objawów stresu, oszukiwania się i ukrywania przed go otoczeniem. Spojrzałem na siebie z tej perspektywy i widzę w tym, niestety, dużo prawdy. Co się dzieje dalej? Ukrywając stres nie otrzymamy wsparcia. Udawanie przed najbliższymi, że wszystko jest w porządku kosztuje nas wiele energii i w efekcie stres się nasila. Dlaczego tek więc robimy? I jak to zmienić? Zajrzyjcie do książki, jest tam parę pomocnych informacji.

W Dniu Kobiet

Co my mężczyźni możemy dać dziś kobietom? Oczywiście poza symbolicznymi kwiatami i mniej symbolicznymi prezentami. Myśląc o tym poczułem, że tym czymś jest pokazanie prawdziwego  siebie, w tym przede wszystkim swojej wrażliwości i podatności na zranienie. Mam wrażenie, że jest to ta część męskiej natury, której wiele kobiet nigdy nie ogląda. Staramy się robić na nich wrażenie silnych, wytrwałych, niewzruszonych. Zawsze dających radę. Twardych w obliczu trudności i nieszczęść. I co one widzą? Nasze zbroje, maski, pozy, ale nie nas samych. Kiedy wczoraj, podczas spotkania męskiego kręgu, zaczęliśmy rozmowę o lęku przed chorobą, przed sprawdzeniem stanu swojego zdrowia, a w rzeczywistości przed śmiercią widziałem na twarzach poruszenie. Sam czułem, że dotykamy czegoś bardzo głęboko skrywanego, a zarazem, że przynosi to ulgę. Ulgę, że nie jestem sam ze swoimi obawami, że nie ma w nich niczego „niemęskiego”. To są te momenty poluzowania zbroi, na które pozwalamy sobie w trakcie warsztatów, wędrówek, głębokich rozmów. Czy nasze kobiety też nas takich znają? A może właśnie to jest jedna ze ścieżek do budowania prawdziwej relacji, kontaktu i wymiany między mężczyzną i kobietą? Tak jak ja, jako mężczyzna, kocham widzieć kobietę w swojej sile i mocy, tak może kobieta pragnie czasem zobaczyć mnie bezbronnego? Bo przecież bywam i taki.